Fantastyka.eu

Fantastyka to poważna prawa

Recenzje

Abraham Lincoln: Łowca wampirów.

12 lutego 1809 roku nie urodził się, jak wydawać by się mogło, po prostu XVI prezydent Stanów Zjednoczonych Ameryki - tego dnia przyszedł na świat ktoś znacznie ważniejszy. Abraham Lincoln nie był bowiem tylko przywódcą politycznym, który doprowadził do zdławienia buntu południowych stanów, a przez to położył podwaliny pod znaną nam Amerykę, pod Naród Amerykański.

Lincoln był prawdziwym wojownikiem (bez żadnych przenośni) walczącym z niebezpieczeństwem o niebo groźniejszym niż secesja południa - walczył z wampirami, które właśnie w jego ojczyźnie umyśliły sobie stworzyć swoje mroczne państwo. Najpierw Ameryka - następnie cały świat...

Niedorzeczne, głupie, infantylne? No, jeżeli ktoś posługuje się kryterium: "to nie mogło się zdarzyć" albo "to nieprawdopodobne", to rzeczywiście film nazwie jak wyżej, dorzucając stek bardziej soczystych epitetów. Tylko, że jeżeli delikwent posługujący się takimi wyznacznikami tego, czy film jest dobry, czy nie w ogóle pojawił się na seansie, to znaczy, że jest debilem, albo co najmniej gapą, co to nie rozumie czym są fantasy i horror. A, ponieważ na tę stronę zaglądają osoby, które już wiedzą czego się spodziewać po tych gatunkach uznajmy, że realizm  plotu nie ma dla oceny tego filmu żadnego znaczenia.

Sama historia nie jest skomplikowana i da się opowiedzieć w sześciu zdaniach: 1) Mały Abraham (Lux Haney-Jardine) widzi, jak wampir Jack Barts (Marton Csokas) zabija jego matkę (Robin McLeavy, a później ojca. 2) Mały rośnie (Benjamin Walker) i próbuje się mścić. 3) Zemsta nie wyszła, ale przynajmniej spotkał wampira renegata - Henry'ego 4) Wyszkolony przez Henry'ego zaczyna likwidować krwiopijców 5) Zmienia skalę i idzie w politykę, żeby sprawę załatwić globalnie... 6) Wampiry giną  lub emigrują.

Drugą grupą, która może kręcić nosem nad filmem, są miłośnice wampirzego pomiotu, które zostały przyzwyczajone do myśli, że wampiry dzielą się na dobre i złe (Pattison, usmażą cię za to w piekle :). Tu nie ma wątpliwości - wampir to zło i trzeba go zabić, co może się paniom nie podobać. Chociaż... ten Henry Sturges'a (Dominic Cooper) to wampir, a jednak dobry i ładny. I, w ogóle męska obsada wyględna jest, co powinno stanowić rekompensatę wystarczającą dla cór Zmierzchu.

Pewien dyskomfort mogą odczuwać też ci, którzy są zwolennikami swoistego immunitetu dla postaci pomnikowych (że niby nie wypada z Ojca Narodu błazna robić). Drodzy miłośnicy brązu, wielkie postaci od zawsze były wykorzystywane do tworzenia dziel kultury - taki Aleksander Wielki pojawił się po tysiącu lat w Koranie jako budowniczy wielkiego muru oddzielającego bogobojnych od Goga i Magoga, a kardynał Richelieu z męża stanu przerobiony został w Trzech Muszkieterach w podstępną kanalię. Gdyby posłużyć się teorią memów Dawkinsa, musielibyśmy stwierdzić, że byłoby co najmniej dziwne, gdyby tak rozpowszechniony mem jak postać Lincolna nie był powielany w zmutowanych formach.

Sam nie należę do żadnej z wyżej wymienionych grup, a mimo to odczuwam pewien niedosyt. Brak mi mianowicie choćby cienia tajemnicy, niepewności, niedopowiedzenia. Brak trudnego wyboru, dylematu - jeżeli miała być nim konieczność wyrzeczenia się posiadania kogoś bliskiego, to główny bohater nie szedł długo za obowiązkiem :) Motyw prawa do istnienia całej rasy (wampiry) nie wyszedł poza jedno zdanie Adama (Rufus Sewell). Nawet jak na tę konwencję, było płytko i patetycznie.

Aktorzy trzymali poziom całości.., choć muszę przyznać, że w mimice i gestach Mary E. Winstead obsadzonej w roli Mary Todd Lincoln jest coś świeżego, pociągającego.

Muzyki nie odnotowano... (tak, pamiętam Linkin Park) 

Efekty super-hiper wszystko na miejscu.

Wielkim atutem filmu są za to zdjęcia 3D. Okazuje się, bowiem, że trzeciego wymiaru nie trzeba używać li tylko do straszenia widza ciskanymi przedmiotami, machania mu przed nosem ostrzem, przyprawiania o zawrót głowy spadaniem/zjeżdżaniem itd. itp.

Caleb Deschanel  pokazał zdjęcia miłe dla oka. Użył 3D do rozdzielenia statycznych planów z planem drugim nieostrym - scena śmierci matki (tylko 2 twarze) kapitalna. W pomieszczeniach unoszą się świecące drobiny kurzu co daje niesamowicie realistyczny efekt. Miłośnicy bardziej dynamicznych scen docenią zmagania Abrahama i Bartsa w tabunie galopujących koni.

69.000.000$ to duża kwota - zrobiono za nią 105-o minutowy, przeciętny film.

31zł to znacznie mniej - zdjęcia mi się podobały, więc wybaczę :)

A teraz idźcie i sami oceńcie!

 

Goście

Odwiedza nas 150 gości oraz 0 użytkowników.

Cytat dnia

Jeśli kiedykolwiek zwątpisz - Merriadoku - idź za nosem!

Gandalf