Fantastyka.eu

Fantastyka to poważna prawa

Recenzje

Faceci w czerni 3

Agent J (Will Smith) lubi swojego partnera. Agent K (Tommy Lee Jones) jest może przewidywalny, nudny do bólu i wyprany z emocji, ale J lubi go i już. K lubi J i właściwie nie ma przed nim tajemnic. A, w każdym razie, do niedawna  nie miał. J nagle zderza się z dwiema nieprzyjemnymi niespodziankami.

Pierwsza z nich, to informacja, że nie cała wiedza, którą MIB zgromadziło, jest dla niego dostępna. Druga jest jeszcze mniej przyjemna - K zniknął, a wszyscy wmawiają mu, że nie zniknął, tylko zginął 40 lat wcześniej... Na szczęście agentka O (Emma Thompson), która znała K osobiście (J podejrzewa, że nawet bardzo osobiście) na podstawie analizy poszlak w dziwnym zachowaniu J odkrywa, że ktoś majstruje przy czasie... W tym samym czasie, z księżycowego więzienia dla złych kosmitów, ucieka najgorszy z nich - Boris vel Bestia (Jemaine Clement). Tak się składa, że K jest jego najbardziej znienawidzonym wrogiem, przez którego Bestia spędził 40 lat w więzieniu. 1+1=2  Agent J musi udać się w przeszłość, żeby uniemożliwić Borysowi zmianę przyszłości  - to znaczy wymazanie z niej agenta K.

Z podróżami w czasie jest ten mały problem, że najmniejsza zmiana przeszłości powoduje kaskadowe zmiany przyszłości, z generowaniem nierozwiązywalnych paradoksów przyczynowo-skutkowych w pakiecie (gdyby J zabił Bestię w przeszłości, to Bestia nie uciekłby z więzienia w przyszłości, więc J nie mógłby go ścigać w przeszłość - nie mógłby go też więc zabić w przeszłości...). Twórcy filmu pominęli te niedogodności, a rozwiązanie wszelkich  zawiłości przyczynowo-skutkowych złożyli na barki Griffina (Michael Stuhlbarg) przedziwnej, ale niewątpliwie sympatycznej istoty, dla której czas nie ma tajemnic.

Will Smith dalej w formie, którą zaprezentował w dwóch poprzednich częściach.  Pan Jones zaskoczy was.  Aktor posunął się mocno w latach - jego rysy i spojrzenie złagodniały, a wypowiadane kwestie (w założeniu gburowate) wychodzą odrobinę... dobrotliwie. Na uwagę zasługuje gra Josha Brolina, który z powodzeniem wcielił się w rolę młodego K - jeszcze nie zgryźliwego, ale przecież wyraźnie podobnego do  K z przyszłości.

Efekty specjalne bez zarzutu. Niektóre gagi są już mało świeże  - oglądając chwytne języki, czy zabawę głowami kosmitów doznawałem  Déjà vu. Cytowanie długich fraz w języku kosmitów też już było. Zdemaskowano kosmiczne pochodzenie kolejnych paru celebrytów. Są też jednak świeżynki - Andy Warhol  okazuje się być agentem MIB, a Viagranie zaoferowali Ziemianom swą cudowną pigułkę...

Podsumowując - grzechy typowe dla sequeli są obecne, ale dobra obsada i niezaprzeczalny urok świata MIB rekompensują je w pełni.

Film warto zobaczyć chyba, że ktoś nie trawił poprzednich części...

 

Goście

Odwiedza nas 78 gości oraz 0 użytkowników.

Cytat dnia

Jeśli kiedykolwiek zwątpisz - Merriadoku - idź za nosem!

Gandalf